iwona menzel

 

Istnieją na świecie miejsca magiczne, które budzą w nas niezwykłe emocje, jakie zazwyczaj przeżywa się tylko w stanie zakochania. Dla mnie takim miejscem stało się Podlasie.
To była późna miłość i nic jej nie zapowiadało. Nie miałam babci-staruszki w chatynce pod Białymstokiem, nic mnie z tym regionem nie wiązało, nawet go nie znałam. Urodziłam się i wychowałam w Warszawie, tam też skończyłam Wydział Architektury, za mąż wyszłam w Wiedniu, a całe dorosłe życie spędziłam w Niemczech. Mieszkałam i pracowałam w Darmstadt, dawnej stolicy Hesji, na wakacje jeździłam najchętniej do Włoch albo Francji. Każde Boże Narodzenie spędzałam jednak w Polsce, bo nigdzie na świecie nie obchodzi się świąt równie uroczyście. 

Dziesięć lat temu cała rodzina miała się spotkać na Wigilii u mojej siostrzenicy, która przeniosła się nad Biebrzę. Zaklinowani w nieprzerwany sznur TIR-ów pełzliśmy powolutku szosą na Białystok przez posttransformacyjny pejzaż, składający się głównie z reklam, przyczep imbisowych, bud z kebabem i okólników dla gipsowych sarenek oraz krasnali. Jak tylko jednak zjechaliśmy z wylotówki, otworzył się przed nami inny świat. Po horyzont rozciągał się nietknięty ręką człowieka krajobraz, a nad nim niebo dziwnie szerokie, jakby  powierzchnia Ziemi miała tu inną krzywiznę. W kompletnej ciszy zaczął padać na tę pustkę grubymi płatkami śnieg, zmierzchało się, światła reflektorów wyławiały co jakiś czas z mroku przydrożny krzyż, kapliczkę, stadko saren na łące, samotną chałupę z jasnym kwadratem okna, mocno wrośniętą w pole. Obrazy, przeniesione z innego czasu i z innej przestrzeni, osobliwe i zagubione w otaczającym je świecie jak dryfująca po wzburzonym oceanie kra. 

Zachwyciły mnie te okolice, choć nie wiedziałam wówczas nic jeszcze o ich niezwykłym dziedzictwie kulturowym i niespokojnej historii. Nie wiedziałam też, jak bardzo każda skiba tutaj przesycona jest magią, jak płynnie łączą jego mieszkańcy głęboką religijność z wiarą w moce nadprzyrodzone. Czułam jednak, że jest to miejsce, w którym przekraczanie granic rzeczywistości wydaje się możliwe. Dziś sama żyję nad Biebrzą i ile razy Wielki Wóz wschodzi nad moją stodołą, utwierdzam się w przekonaniu, że warto było. 

Szeptucha jest moją szóstą książką. Pierwsza nosiła tytuł W poszukiwaniu zapachu snów i ukazała się w roku 2000. Po niej nastąpiły Zatańczyć czeczotkę, Z widokiem na Castello i Nie chodź ciemną doliną, których tematem było życie na pograniczu dwóch kultur, polskiej i niemieckiej. Akcja powieści Czas tarantul, nominowanej do nagrody literackiej Srebrny Kałamarz 2008, osadzona była w latach narodowego socjalizmu. Moje opowiadania zamieszczone zostały w zbiorach Opowieści wigilijne, Opowiadania letnie, Opowiadania szkolne, Opowiadania pełne pasji i Opowiadania pod psem i kotem.